sobota, 14 lipca 2018

PROLOG

ŻYWIA
Święty Gaj leżał pośrodku królestw trzech wielkich ras naszego świata: ludzi, krasnoludów i elfów. Od wielu lat toczyły one ze sobą wojnę, jednak tutaj nigdy nie dotarła.
Na szczęście, Święty Gaj był miejscem szczególnym niedostępnym i ukrytym. W jego tworzeniu nie brał udziału ani człowiek, ani krasnolud. To świątynia, w której znajdowało schronienie każde zwierzę, a pieczę nad nim sprawował Prastary Dąb. Nie był on tylko przerośniętą rośliną, ale był osią naszego świata. Trzymał go w całości, nadawał kształt i charakter.
- Witaj, Prastary – witałam się z nim co dzień, przeciągając się w jego koronie. – Szkoda dnia. Codziennie odpowiadał mi tym samym, majestatycznym szelestem wszystkich swoich liści. Zawsze wtedy czułam jego aprobatę. Jednak poza tym, Dąb pilnował zasad panujących w Gaju, które tak bardzo odbiegały od tych w królestwach ludzi, czy krasnoludów. Korzenie Prastarego sięgały głęboko w glebę, aż do Krainy Nawii. Zaświatów, którymi władał Weles, pan świata zmarłych. Lecz to nie był król, lecz bóg. Tak, dobrze usłyszeliście. Nasz świat otaczały przeróżne bóstwa. Niektóre przychylne ludziom, inne nie… A jeszcze inne były zupełnie obojętne. Ja także należałam do rodzaju bóstw i właśnie dlatego, Prastary Dąb był mi tak przychylny.
- Czas brać się do pracy. – Rozległo się echo poprzez Gaj.
W ten sposób drzewo pilnowało, bym nie zapomniała o swoich obowiązkach. Moim miejscem była duża polana, ukryta w samym środku Świętego Gaju. Chociaż otoczona była przez wysokie drzewa i krzewy, zawsze było tu jasno. Nocą oświetlane przez nasz tajemniczy Księżyc, a w dzień przez gorące i życiodajne Słońce.
Szłam przez trawy dotknięte delikatną rosą, przez mgłę poranka, otoczona śpiewem ptaków, aż do fontanny. Nie byle jakiej fontanny… Fontanny życia.
To tutaj oddawałam siebie, by z jednego, małego, złotego ziarenka piasku utworzyć czyjeś istnienie, a każdemu z nich przypadała jakaś rola w tym świecie. Jedne były wielkimi władcami, zapisującymi karty historii, a jedne zostały cichymi bohaterami, pomagającymi tym w potrzebie, lecz wiele z nich stawało się złodziejami, przestępcami, czy mordercami, bo w każdym świecie potrzebna jest równowaga, tak jak jest dzień i noc, tak my potrzebujemy i dobra i zła.

EITHNE
Komandor przyglądał mi się surowo. Dobrze pamiętałam ten wzrok - spoglądał na mnie podobnie kilkanaście lat temu, gdy wstępowałam do drużyny łowców. Teraz ponownie podlegałam jego ocenie.
- Naprawdę jesteś na to gotowa, Eithne? - zapytał. - Ostatnio zawiodłaś.
- Jestem, komandorze - odpowiedziałam z mocą. Byłam tego pewna. Tym razem nie zawiodę. - Nie zawiodę - powtórzyłam na głos. - Nigdy.
Podszedł do mnie, a ja uklęknęłam na jedno kolano. Bez zbędnych słów zawiązał mi na ramieniu lnianą, białą opaskę z czerwonym emblematem łowców, który oznaczał stopień zastępcy.
- Jeżeli się spiszesz, zostanie z tobą, Eithne.
Czy ten grymas na jego twarzy był czymś na kształt uśmiechu?
Nie mogłam go zawieść. Tylko w ten sposób mogłam liczyć na coś więcej niż cień zainteresowania z jego strony.
Zasalutowałam, gdy odchodził i odwróciłam się do drużyny. Czekali na moje słowa.
- W naszych lasach ukrywa sie grupa ludzkich szumowin, które liczą, że znajdą tutaj schronienie przed wojną. Pokażmy im, że się mylą. - Przez moją twarz przebiegł grymas obrzydzenia. Ludzie byli jak robactwo. Rościli sobie prawa do naszych ziem, a przecież całe to terytorium należało do nas od wieków. Nasi przodkowie tworzyli je dzięki mocom, którymi władali.
Wśród elfów najważniejszym wyznacznikiem statusu był rodzaj mocy, a następnie jej nasilenie. Najliczniejszą grupę stanowili ci, którzy we władaniu mieli ziemię. Dwie kolejne grupy były niewielkie, ale zbliżone do siebie liczebnością - woda oraz, nieco rzadziej, powietrze. Mocą ognia szczyciło się zaledwie kilka jednostek, stanowiących swego rodzaju elitę. Jak król elfów.
Lub komandor.
Moc powietrza dawała mi dość wysokie miejsce w hierarchii, zwłaszcza, że moje zdolności były stosunkowo dobrze rozwinięte. W jego obecności jednak zawsze czułam onieśmielenie.
- Co mamy zrobić, gdy ich znajdziemy? - zapytał jeden z moich kompanów, wyrywając mnie z zamyślenia.
Przeniosłam na niego swój wzrok i odpowiedziałam bez emocji:
- Zabić.
Od lat między naszymi rasami trwała wojna. Nie widziałam tu miejsca na sentymenty. Ani miłosierdzie.
Bronimy tego, co nasze. Odbieramy to, co się nam należy.
Bez względu na koszty i konsekwencje.
Obława nie trwała długo. Słońce jeszcze dobrze nie schyliło się ku zachodowi, gdy Lorelei wezwała mnie do siebie.
- To wszyscy? - zapytałam z powątpiewaniem, patrząc na niewielką grupę ludzi.
- Resztą zajęli się Feanel i Hirathos - odpowiedziała, a ja zmarszczyłam brwi.
- A czemu nie tymi? - Potoczyłam wzrokiem po twarzach pełnych przerażenia.
- Eithne... to dzieci. Myślałam... - Lorelei zawiesiła głos.
Nie powinna była myśleć.
Zerknęłam na nia z ukosa, a ona skuliła sie pod tym spojrzeniem. Była młoda. Młodsza ode mnie, a to była nie lada sztuka. Musiała się jeszcze wiele nauczyć. Ja tę lekcję odebrałam kilka lat temu.
Teraz nie zamierzałam powielić tego błędu. To by oznaczało stratę tego, co mogłam zyskać. A zyskać mogłam wszystko.
Spojrzałam raz jeszcze na zbiegów. Faktycznie, dzieci. Mogłyby zostać naszymi jeńcami. Uprawiać pola. Służyć w pałacu. Wykonywać ciężkie prace. Te najmłodsze mogłyby nawet przejść przez Rytuał, przynajmniej troje było w odpowiednim wieku.
Ale rozkaz był jasny.
- Słyszałaś komandora, Lorelei - odpowiedziałam zimno. - I mnie też słyszałaś. Wszyscy. Bez wyjątku. Przeliterować ci to, czy dotarło to już do ciebie? - zapytałam szyderczo.
- Dotarło. - Zwiesiła głowę.
- Idę odesłać resztę oddziału do domu. Gdy wrócę, nie ma tu już być ani jednej żywej duszy.
Kilka minut później na polanie leżało w równym rzędzie kilkanaście niewielkich ciał, szklistym, niewidzącym wzrokiem wpatrującym się w korony drzew ponad nami.
- Dobra robota, Lorelei - pochwaliłam ją. - Komandor o tobie usłyszy, możesz być tego pewna.
Sama za takie słowa jeszcze kilka lat temu dałabym się posiekać.
- Co teraz, Eithne?
- Wracamy do domu. Zdam raport, a potem ustalimy patrole. Zbyt wiele tego tałatajstwa kręci się po naszych ziemiach .- Skrzywiłam się, trącając butem najbliższe ciało. - Chodźmy.
Raport był gotowy w kilka minut, a komandor już czekał.
- Eithne - powitał mnie.
- Komandorze. - Skłoniłam głowę. - Zadanie wykonane. - Podałam mu raport.
- Jakieś problemy? - zapytał, nie odrywając wzroku od zapisanego moim pismem pergaminu.
- Żadnych.
- Doskonale. - W końcu na mnie spojrzał. - Pasuje ci ta opaska, Eithne. - Wskazał moje ramię. - Cieszę się, że do niej dojrzałaś.
- To zaszczyt usłyszeć to z twoich ust, komandorze - odpowiedziałam, skromnie skłaniając głowę.
- Oddaję drużynę pod twoje przywództwo. Raz w tygodniu będziesz składać mi raport. To tyle, możesz odejść. - Odprawił mnie gestem.
- A ty? Nie będziesz już brał czynnego udziału w polowaniach, komandorze? - Nie mogłam sobie wyobrazić gorszej wiadomości. Wizja wielu godzin każdego dnia spędzonych u jego boku zaczęła odpływać w siną dal.
- Na razie mam inne zajęcia. Możesz odejść, Eithne - zakończył stanowczo.
Nie chciał mnie już tutaj widzieć.
Niby sprostałam zadaniu. Jednak wcale nie czułam satysfakcji.
Nie wszystko poszło po mojej myśli.

MORENA
W powietrzu nadal unosił się lekki zapach dymu i spalonych ludzkich tkanek, zmieszany z odorem gnijących pod wpływem ukropu zwłok. Przestąpiłam kałużę krwi obutą w wysokie jeździeckie buty stopą i stanęłam na środku pobojowiska. Wzięłam głęboki wdech, co było trudne, biorąc pod uwagę wszechobecny smród i zmrużyłam lekko oczy, kiedy na rzeczywistość materialną, nałożyła się ta duchowa. Tu i ówdzie ujrzałam kilka zbłąkanych perłowobiałych dusz. Nieszczęśników, którzy nie potrafili się odnaleźć i zbłądzili pomiędzy tu i teraz, a wiecznością. Dziewka o spojrzeniu mętnym jak wody Oswy, płynącej nieopodal, po wiosennej burzy. Ujęłam jej dłoń długimi palcami. Wzdrygnęła się i podniosła na mnie oczy. Za życia były brązowe, teraz to jedynie kolejny odcień bieli. Patrzyłam jak jej dusza wsiąka w ziemię, jak odchodzi do Nawii, jak odpływa w jej kierunku rzeką zwaną Wyrajką. W ten sam sposób spławiłam do podziemi pozostałe zbłąkane istoty. Niestety tym razem nie napotkałam rannych, którym mogłabym zapewnić częściową ulgę w cierpieniu, niwelując zakażenia ran i śmiercionośne utraty krwi. To miejsce rzezi oczyszczono do cna. Wybito wszystkich, czy to wojowników, czy też ludność pobliskiej wioski. Nie znalazła się litość dla nikogo.
Niespiesznie powróciłam do ukrytego w leśnym gąszczu wozu. Pochylony nad upolowanym królikiem młodzian nie usłyszał, kiedy nadchodziłam. Wszak moje stąpanie nie rozchodziło się dźwiękiem. Pojaśniałe od słońca, brązowe włosy urosły ostatnio i zaczęły zawijać się na karku chłopaka. Obserwowałam ,jak wprawnymi ruchami oddziela mięso od króliczego futerka. Smukłe palce naznaczone licznymi bliznami przypominają mi, że nie od razu szło mu to tak dobrze. Nie chciałam go przestraszyć, więc nadepnęłam na suchą gałązkę, co uprzedziło go o mojej obecności. Odwróciła się do mnie twarzą. Jego oczy miały jasnozielony kolor, jakby lekko wypłowiały od patrzenia na słońce. Nic nie powiedział, jedynie patrzył na moją twarz.
- Pójdę się obmyć w rzece – przerwałam ciszę. - Potrzebujesz mej osoby?
Zaprzeczył ruchem głowy. Sięgnęłam do wozu i wyjęłam drobny tobołek, a później skierowałam się do rzeki. Wartki nurt obmywał moje ciało. Włosy zaplecione w pojedynczy warkocz przerzuciłam na ramię. Tocząca się wojna w ogóle mnie nie interesowała. Nie należałam do tych, którzy opowiadali się po którejś ze stron. Nie, ja jeno robiłam to, co do mnie należało. Tak długo, jak inni nie niepokoili mnie… i tego jedynego człowieka, który mi pozostał, ja nie wykorzystywałam arsenału swych mocy. Wyszłam z wody. Obok drzewa leżał mój strój do konnej jazdy, ale wiedziałam, że tego dnia już nie ruszymy. Sięgnęłam po tobołek i wypakował z niego zwiewną, czarną szatę z szerokimi rękawami. Szerokie wycięcie na plecach zwiększało mi swobodę ruchów. Ramiona zdobiły złote łuski imitujące swym nałożeniem ptasie pióra. Wróciłam do obozu, gdzie mój towarzysz zdążył oskórować oba upolowane króliki i szykował nam strawę.
- Chcesz teraz ty zażyć kąpieli? - zapytałam, siadając na ziemi obok ogniska.
- Może najpierw się posilimy. – Uśmiechnął się delikatnie.
Chociaż minęło pięć lat od momentu naszego pierwszego spotkania i chłopak liczył już sobie dwadzieścia lat, nadal pozostawało w nim wiele z tego młodzieńca, który jako jedyny ocalał z tamtej rzezi. Czasami nadal nawiedzały go w snach demony tamtego dnia. Zgrywał twardego, ale przede mną nie musiał. Byłam ostatnią istotą, która by go oceniała.
- Wszystko w porządku? - spytałam, odbierając upieczonego królika.
Skrzywił się, jak zwykle, kiedy wykazywałam chociaż odrobinę troski. W jego świecie to mężczyzna powinien troszczyć się o kobietę, sami nie okazując słabości, jaką jest przyznanie się do strachu, czy niepokoju. Nigdy nie rozumiałam tego braku wsparcia wśród ludzi. Czyż świat nie byłby lepszym miejscem, gdyby istoty były dla siebie bardziej wyrozumiałe?
- Tak, gdyby było inaczej, powiedziałbym ci – oznajmił i wgryzł się w królicze mięso.
- Nie potrafisz kłamać. Jak mam ci wytłumaczyć, że nie jesteś dla mnie cherlakiem, którego trzeba strzec? Jesteś jedną z mężniejszych istot, jakie kiedykolwiek poznałam – oznajmiłam.
Chłopak spuścił zawstydzony wzrok.
- Przepraszam. Wiem, jak ci ciężko mnie zrozumieć, ale mnie przychodzi to z równym trudem – rzekłam, kończąc posiłek.
Słońce zaczęło zachodzić, skąpawszy świat swoim delikatnym blaskiem. Mój towarzysz wstał i skierował swoje kroki w stronę rzeki. Zatrzymał się na chwilę obok mnie i delikatnym gestem ścisnął moje ramię.
- Doceniam wszystko, co jest częścią ciebie – powiedział i odszedł zażyć kąpieli.
Wciągnęłam w nozdrza zapach nadchodzącego wieczora. Wojny przychodziły i odchodziły, a mnie podobni i świat trwaliśmy nadal, ale ta była inna. Czułam to od początku. Zew krwi, który wzywał mnie do miejsc moru, nigdy wcześniej nie był tak silny. Wojna miała swój początek przed sześciu laty. Dla mnie była zupełnie niezrozumiała, jak większość konfliktów, które miały swe miejsce, w czasie, w którym stąpałam po świecie.
____________
Szur ostatnio pochłonęła niemal całą sagę o "Wiedźminie" i tak nas naszło na fantastykę, a Szajb i Szal nie miały nic przeciwko sprawdzeniu się w tych klimatach, zatem prezentujemy Wam prolog naszej nowej historii.
W kwestii systematyczności prosimy o wyrozumiałość, bo wciąż się jeszcze dogrywamy, a także sam projekt jest dla nas nowym doświadczeniem, więc musimy się "wyrobić" w tym stylu.
Pozdrawiamy i liczymy na pierwsze opinie, 
SS&S
PS: Zgadniecie, która jest która? ;D

6 komentarzy:

  1. Zapowiada się bardzo ciekawie i znając Was nie zawiodę się.
    Niektóre imiona są jakoś dziwnie znajome :P
    Pozdrawiam,
    Zwierzak

    PS
    Takie pytanko, to będzie bardziej w klimacie High Fantasy czy może Dark Fantasy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy za komentarz :)
      No, nam też się wydaje, że gdzieś już te imiona słyszałyśmy p
      Co do P.S. to po pierwsze wyżej wymienione nazwy nic nam nie mówią, a po drugie wyjdzie w praniu :)
      Szur, SS&S

      Usuń
  2. Mroczny klimat... Ludzie, elfy i krasnale. Niby nie lubię fantasy ale czasem robię wyjątki (jeśli chodzi o filmy). Nigdy nie czytałam oopowiadania w takim stylu w internecie. Fantasy na papierze mnie nie przyciąga. A wręcz przeciwnie.
    Przeczytałam ten prolog i nagle nie wiem co napisać. Zupełnie inny styl pisania (przywykłam do Ksiezniczek ech. Ale postaram się na moment przestac). Tak naprawdę historia się zaczyna a więc nie skreślam jej kategorycznie. Po prostu jest ciężko. Trzy postacie, nie wiem czy się łączą jakoś czy nie. Nie wiem jak ta historia się rozwinie i mimo że to kompletnie nie moje klimaty to daje wam szanse. Bo nie zawiodlam sie na was i mam nadzieje ze i tym razem tak bedzie. Może nie zawsze się pokaże, ale bede wpadac.
    Pozdrawiam i weny życzę! To naprawdę moze byc niepowtarzalne opowiadanie i nie schrzancie tego!
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, wiemy że nie każdemu może przypaść do gustu (ja na przykład nie lubię kryminałów).
      Tym bardziej miło nam, że dajesz nam szansę i nie rezygnujesz od razu :)
      Muszę się zgodzić, że styl zupełnie inny niż w "księżniczkach", sprawia to głównie stylizacja.
      My też nie do końca wiemy co z tego wyjdzie, jak... i czy w ogóle, postacie się spotkają (chociaż raczej połączą się wątki) ;)
      Dziękujemy za daną szansę i postaramy się zrobić to dobrze :)
      Szur, S&S

      Usuń
  3. Cześć Wam, tak w końcu tutaj dotarłam… znaczy, przeczytałam już wczoraj, ale nie miałam już sił żeby jeszcze komentować (wiecie, zmęczenie po pracy i te sprawy..)
    Więc tak. Dziś ode mnie będzie nienaturalnie krótko, jak na mnie.
    Zapowiada się tu bardzo ciekawa historia, na której rozwinięcie (mam nadzieję) nie będziecie nam kazały długo czekać.
    Ale, ale! Nie ma zaniedbywania przy okazji drugiego (jak dla mnie ważniejszego w tej chwili) bloga!! :P
    Więc tak. Troszkę na razie czuję się zagubiona w tym nowym u Was temacie, ale ufam, że szybko się to zmieni :)
    Co do Waszego challenge odnośnie tego kto co pisze, to od razu ogarnęłam że Szajbnięta, to Żywia, później pierwsza myśl była, że Eithne to Szalona, a Morena to Szurnięta. Moje głupie większe przemyślenia nad tym, sprawiły że zamieniłam Eithne na dzieło Szur, a Morene – Szal. Już wiem, że pierwsza myśl była trafna. Wniosek? Ufać kobiecemu siódmemu czy tam ósmemu zmysłowi i nie przemyślać, a zdać się na intuicję :D
    Życzę dużo weny! I dużo czasu by przelewać to na papier. Tfu! Na nośniki komputero-komórkowe :D
    Pozdrawiam, AG

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hej :)
      Bardzo się cieszymy, że jednak znalazłaś dla nas chwilę w swoim napiętym grafiku xD
      Krótko, a jednak długo jak na prolog :)
      Też mam nadzieję, że moje współautorki nie każą długo czekać na swoje fragmenty ;)
      Jak widać coś poszło nie tak, bo więcej osób pomyliło Szur i Szal ze sobą :o
      Dziękujemy za życzenia weny xD
      Szur, SS&S

      Usuń